Lepszy niż Lewandowski

23 listopada 2015

Rozmowa z Adrianem Puzio, instalatorem, który podczas Instalacji On Tour 2015, czyli eliminacji do Mistrzostw Polski Instalatorów osiągnął najlepszy czas w Polsce.

adrain_puzio.png

Adrian Puzio, Instalacje On Tour - eliminacje do V Mistrzostw Polski Instalatorów, Wrocław 2015

Póki co ma pan najlepszy wynik w Polsce. Jak pan to zrobił?

Adrian Puzio: Przyznam, że to był trochę los szczęścia, bo przecież wystarczało, żeby coś poszło nie tak, miałbym odrobinę gorszy czas, a wtedy wynik końcowy byłby zupełnie inny.

No tak, czyli szczęście panu dopisuje. A umiejętności?

Bardzo dużo nauczył mnie ojciec, który jest instalatorem i jednocześnie serwisantem. Pamiętam, że od dziecka chodziłem za nim krok w krok i trochę mu pomagałem, a on mnie uczył i motywował. Teraz też pracujemy razem w rodzinnej firmie, którą on założył 18 lat temu. Ja od jakiś 3-4 lat zajmuję się głównie serwisem. Wiem, że w tej roli trzeba mieć sporą wiedzę z zakresu instalacji i urządzeń grzewczych. Czasami nawet większą niż taki typowy instalator, ale sądzę, że ten połączony fach instalatora i serwisanta bardziej mi się podoba.

A które instalacje najbardziej pan lubi?

Te, które są w pełni zautomatyzowane, mają dużo ciekawostek i wiele możliwości wykonania. One są znacznie ciekawsze niż te proste, najzwyklejsze. Taka rozbudowana instalacja ma na przykład kocioł, zabezpieczenia zarówno do instalacji grzewczej, jak i wodnej, a do tego osobne sterowanie każdym obiegiem plus możliwość rozbudowania o solary, czy punkty ciepła. Oczywiście to wszystko musi ostatecznie sprawnie funkcjonować i być przyjazne dla klienta, mimo, że jest trochę skomplikowane. Ale właśnie takie instalacje są najciekawsze.

Ale Mistrzostwa to jednak coś innego niż codzienna praca w serwisie. Co trzeba zrobić, żeby być najlepszym?

Najważniejsze jest to, żeby się nie stresować, tylko do wszystkiego podchodzić na spokojnie, bez żadnych nerwów. Stres może dużo popsuć - można o czyś zapomnieć, nie wykonać jakiejś czynności, potem trzeba do niej wracać i w efekcie uzyskuje się gorszy czas. Było to widać na eliminacjach we Wrocławiu. Instalatorzy, którym na stojaku próbnym wszystko szło bezbłędnie, później w eliminacjach się stresowali i automatycznie wydłużał się im czas wykonywania czynności.

A pan jak sobie radzi ze stresem?

Staram się nie myśleć o tym co będzie. Po prostu kolejno wykonuję zadane instalacje – jedną po drugiej. Do tego próbuję maksymalnie skoncentrować się na poszczególnych czynnościach. Na eliminacjach we Wrocławiu tak się złożyło, że miałem grono osób, które mi kibicowały i to mi bardzo pomagało. Rodzina kibicowała mi na odległość, ale na miejscu był ze mną szef serwisu i przedstawiciele handlowi. Takie wsparcie naprawdę dużo daje.

A kto pana namówił do udziału w Instalacjach On Tour?

Najbardziej namawiał mnie tata. Mówił, żebym spróbował, bo zawsze warto próbować nowych rzeczy i zdobywać nowe doświadczenia. Ostatecznie wystartowałem i udało mi się dotrzeć do finału. Zresztą już po raz drugi. Pierwszy raz próbowałem swoich sił w 2013 roku. Wystartowałem wtedy w eliminacjach w Opolu (bez sukcesu), a potem jeszcze raz w Kłodzku, gdzie zająłem pierwsze miejsce. Niestety w Poznaniu już tak dobrze nie poszło.

Co zawiodło?

W sumie drobna rzecz. Zaślepka na zaworze trójdrożnym powinna być w poziomie, a ja dałem ją w pionie. Po prostu o tym nie pomyślałem. Mój błąd.

Ale tym razem wszystko było idealnie. Jak się pan przygotowywał?

W tym roku się w ogóle się nie przygotowywałem. Pojechałem, jak to się mówi na „żywca”. Jedynie już na miejscu, na stojaku próbnym, kilka razy przerobiłem po kolei wszystkie czynności i ustawienie narzędzi na stole podręcznym. Ale na szczęście ostatecznie wszystko wyszło dobrze.

Nawet bardzo dobrze. A co było najtrudniejsze?

Najwięcej czasu zajęło mi zakalibrowanie rury TECE i jej zaciśnięcie. Moim zdaniem to była najtrudniejsza czynność, bo po pierwsze zupełnie ręczna, w sensie bez udziału automatyki, a po drugie wymagała sporo czasu. Z tego co widziałem inni instalatorzy też tracili na nią dużo czasu. No, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

A jaka była pana reakcja, gdy się okazało, że ma pan najlepszy czas w Polsce?

Byłem zaskoczony. Serio. Obserwowałem te eliminacje od początku i byłem trochę zszokowany, że zdarzają się takie dobre czasy. Potem wszyscy żartowali, że Lewandowski strzela 5 goli w 9 minut, a my robimy kilkanaście czynności w niecałe trzy. Dlatego we Wrocławiu tak od razu nie mogłem uwierzyć, że mam to pierwsze miejsce. Tato też był bardzo zadowolony. Wiadomo. A jak się okazało, że jestem najlepszy w Polsce na poziomie eliminacji, to naprawdę była to wielka radość. Dodatkowo złożyło się tak, że Wrocław był ostatni w grupie, więc od razu wiedziałem, że nikt już nie pobije tego czasu. No chyba, że na finale.

A do finału zamierza się pan jakoś przygotować?

Jak na razie jeszcze nie trenowałem, ale myślę, że przed przyjazdem do Poznania trochę poćwiczę, żeby przypomnieć sobie wszystkie czynności. Planuję też na miejscu podejść do stojaka próbnego. To na pewno mi pomoże. Wiadomo, że finał to większy prestiż, ale też dużo większy stres. Jestem bardzo dumny z tego, że udało mi się te eliminacje wygrać, pokazać siebie i firmę. Teraz mam nadzieję, że w Poznaniu uda się ten czas trochę poprawić, bo wiem, że jest to możliwe.

Rozmawiała Marta Radowska-Karpińska

[ Wstecz ]
Partnerzy Medialni













Chętnie odpowiemy na Twoje pytania.
Napisz do nas.
contact